Rozdział I – talizmany z mojej szafy

A jakże! Wszyscy mają. Mam i ja! Mam zakupową filozofię. Jedną złotą zasadę. Jedno motto:

Nie stać mnie na buble *

Na rzeczy z którymi rozstanę się nim zdążymy się zaprzyjaźnić. * Nie stać mnie na nie w wymiarze finansowym i moralnym. Szkoda mi ludzkiej pracy, surowców, które są nierozsądnie wykorzystane, a potem równie nierozsądnie przemielone(alchemia śmiecia) i mojej własnej energii – pracy, którą za nie wymieniam.

Nie mogę pozwolić sobie na to, by całkowicie zrezygnować z kupowania w sieciówkach. Metki: Made in Cambodia  dalej mieszkają w mojej szafie, choć nie czuję się z tym komfortowo ze względów etycznych. W każdym razie redukuję ich ilość do minimum. By się trochę „wybielić” – zawsze daję moim ubraniom drugie życie. ( Wymiany na ciuchy z siostrą, swap party, Szlachetna paczka).

Rozgraniczam też: Czy wyglądam dobrze? od Czy doskonale się w tym czuję?. To uczuciom bardziej niż opiniom pozostaję wierna. Odpowiedź na pytanie nie musi być tożsama ze wszystkimi aktualnymi trendami (ani nawet żadnym z nich).

Na ile wpuszczam do szafy trendy (zabawki, „chwilówki”)? Raczej w formie zapachu, aury czy makijaży. W tej formie jesteśmy w stanie się wzajemnie zaakceptować.

W kolejnych postach oprowadzę Was po królestwie rzeczy, które definiują mój styl i moją szafę.

Ku inspiracji, a czasem może ku przestrodze ;)!