Glitter. A must!

1[1]

Uwielbiam abstrakcyjne wzory na paznokciach ( niezależnie od pory dnia i okoliczności!).

Sprawiają, że częściej się uśmiecham.

Nie muszą też być wykonane perfekcyjnie, bo zupełnie nie chodzi o efekt wymuskanej doskonałości ( i jak coś odpryśnie można podejść do tego ze stoickim spokojem. Cóż… w końcu to abstrakcyjna kompozycja…).

Noszę je raczej w ciągu dnia niż na wieczór (nadając barw prostym stylizacjom np. biały t-shirt + dżinsy, a unikając przegadania i efekciarstwa).

By uzyskać „mrygając”ą abstrakcję używam różnych top coatów (na lakier bazowy), ale często też grzeszę nakładając je samodzielnie.

Ulubieńcy?

  • Sturdust style – Anny (za galaktyczny pył, który tworzy)
  • Happy peppy balloon – Anny ( Już sama nazwa wystarczy, by się polubić. A tu jeszcze ten cudowny efekt urodzinowego confetti) oraz złoty – Essie luxeffects

Podobają mi się wizualnie, są najbardziej trwałe, a jednocześnie stosunkowo przyjazne w usuwaniu (czego nie mogę niesety powiedzieć o produktach Ciate).
2[1]

5[1]

Białe kwiaty – Michael Kors Coral

Tegoroczna premiera. Testuję. Przeważają cytrusy i białe kwiaty. Jest tuberoza, jest jaśmin, jest świeżo i lekko. Zbyt lekko. Niezobowiązująco i niezapadajaco w pamięć. Szkoda!

Coral....

CoralCoral..

 

Anna Halarewicz „Tribute to…” Album

7.

8.

Uwielbiam prace Anny Halarewicz za ich dynamikę, ekspresyjność i siłę wyrazu. To jedna z najbardziej znanych i cenionych polskich ilustratorek mody, która wypracowała bardzo rozpoznawalną estetykę.

Marząc o akwarelach  na ścianie – na razie poprzestałam na albumie. Lubię trzymać w rękach ten kolekcjonerski obiekt, który zachwyca w każdym calu. Zamknięta w formie wydawnictwa bardzo emocjonalna i piękna interpretacja jednej z najbardziej niezwykłych kolekcji w historii mody.

Inspirację dla polskiej artystki stanowiły sylwetki i detale z  pokazu Alexandra McQueena Horn of Plenty  (Jesień/Zima 2009-10). Wybieg zapełnił się wówczas korowodem surrealistycznych postaci o specyficznym rodowodzie – mieszanka  smutnego pierrota, gejszy rodem z nocnego koszmaru zmiksowanej  z Cruellą de Mon – tworząc atmosferę post apokaliptyczną, elektryzującą i niepokojącą.

Annie Halarewicz doskonale udało się oddać głębokie uwikłanie emocjonalne, które towarzyszy obcowaniu z pracami tragicznie zmarłego projektanta. Jej ilustracje są niezwykle wysmakowane i wprost pulsują emocjami!

Album  Anny Halarewicz „Tribute to…”, który został wydany w limitowanym nakładzie można znaleźć tutaj.

5.

3.
6.