Zachwyty i odkrycia

Listopad kompletnie mi nie służy, ale pocieszam się jak mogę.

Pomagają mi w tym drobne odkrycia i rzeczy martwe, które zupełnie nie są złośliwe, a wręcz przeciwnie – udało im się nieco rozchmurzyć szare dni. Zapraszam na przegląd jesiennych przyjemnostek i zachwytów.

Matowy delikatny róż 

Po ostatniej laurce, którą wystawiłam matowej pomadce Chanel znalazłam kolejnego pewniaka. Tym razem – odcień nieco zgaszonego różu o wdzięcznej nazwie Poeme (290) Lancome L’Absolu Rouge. Przepiękny, długotrwały matowy efekt nie oznacza rezygnacji z nawilżenia warg i zwyczajnie, po prostu, szalenie mnie cieszy! Tańszym, dość zbliżonym odpowiednikiem, ale w nieco cieplejszym odcieniu będzie fenomenalna pomadka L’Oreal Color Riche Matt erotique (640), która równie często mi towarzyszy. Przyznaję jednak, że konsystencja szminki Lancome jest subtelniejsza, a efekt bardziej matowy. Obie uwielbiam mieć ze sobą w torebce nawet, gdy nie potrzebuję, bo sprawiają, że uśmiecham się na samą myśl o ich wyciągnięciu.

 

lancome-pomadka

lancome-pomadka-2

szminka-lancome

Doskonała lektura 

Jestem z tych niecierpliwców, którzy dość często niespokojnie przebierają nóżkami w oczekiwaniu na różne premiery wydawnicze. Tej publikacji wyczekiwałam jednak wyjątkowo nadpobudliwie.

Francja elegancja. Z historii haute couture Piotra Szaradowskiego to prawdziwa perełka na polskim rynku wydawniczym, niezbyt gorliwie zaspokajającym apetyty czytelników na rzetelne, bogato ilustrowane i pełne ciekawostek lektury, dotyczące historii mody. Takie, które nie powielają błędów i banałów, takie, które wnoszą wiele ciekawych i trudnych do samodzielnego zdobycia informacji i nie konkurują z wyszukiwarką internetową, bo mają wartość dodaną.

Piotr Szaradowski, badacz mody, znany szerszemu gronu odbiorców z prowadzenia fenomenalnego bloga muzealne mody, posiada ogromną wiedzę i potrafi ją w fascynujący sposób przekazywać. Odsłania nie tylko dzieje historyczne, ale i wiele sekretów dotyczących kulisów funkcjonowania wysokiego krawiectwa.

Francja elegancja[…] to niezwykle barwna (dosłownie i w przenośni) opowieść o ludzkich gustach, upodobaniach i aspiracjach, które znajdują swój bardzo materialny wyraz.

Kocham drobiazgi. Dlatego tak bardzo cieszy mnie fakt, że wszystkie reprodukowane, na poszczególnych stronach, zdjęcia ubrań są opatrzone informacją o tkaninach, z których zostały wykonane ( a nie jest to, niestety, powszechna praktyka w literaturze dotyczącej mody – nieszczęście!).

No dobrze, może okładka nie powaliła mnie na kolana, ale nie będę marudzić. To jest naprawdę wyśmienita publikacja z przebogatym i starannie wyselekcjonowanym materiałem ilustracyjnym. Zerknijcie do środka!

piotr-szaradowski-francja-elegancja

piotr-szaradowski-ksiazka-francja-elegancja

francja-elegancja

francja_elegancja

francja-elegancja-piotr-szaradowski

francja-elegancja-ksiazka

Imbir i… rzęsy 

Najwięcej listopadowej frajdy sprawiło mi coś zupełnie zaskakującego. Dość nieoczekiwanie zaprzyjaźniłam się z zapachem unisex, który perfumiarze Mo61 stworzyli dla motoryzacyjnej marki Seat. Został zainspirowany modelem Ateca. Hmmm… Zupełnie nie spodziewałam się, że ten nieszablonowy zapach okaże się tak uzależniający.

Generalnie najczęściej przepadam za perfumami, którym bliżej do woni kulturowo kojarzonych jako męskie, a ta kompozycja zapisana: cytrusami, drzewem sandałowym, różowym pieprzem, solą morską, kardamonem i… imbirem jest nieoczywista i tak naprawdę nie ma dla mnie płci. Posiada za to…. nie wiem, jak to określić…. jakby – energię, wewnętrzną dynamikę i zapada w pamięć. Nie mogę się doczekać, by wypróbować inne zapachy Mo61, a kto wie -może stworzyć u nich własne „szyte na miarę” perfumy? Mam poczucie, że ich opowieść może okazać się naprawdę bogata!

Rzęsy? Po odwyku i przerwie od odżywki Revitalash, którą odstawiłam na jakiś czas, by dać oczom odpocząć – wracam! Tym razem testuję ją w zestawie z bazą i tuszem. Jeszcze trochę… i „zatrzepoczę”.

revitalash

mo61

Koronkowe historie

koszula-koronkowa


Mam ogromną słabość do koszul (przede wszystkim białych, które zawłaszczają wolne przestrzenie w szafie i panoszą się w niej bezwstydnie). Wybieram je, ponieważ cenię sobie minimalizm, prostotę, ponadczasowość oraz efekt „rozświetlenia” i „usunięcia oznak zmęczenia”, który im zawdzięczam. Chyba już o tym wspominałam, ale mogę się na ten temat „zapętlać” do znudzenia, bo biel wydaje mi się kluczem do wygody i lekkiej niewymuszonej elegancji.

Koszulomania ma też aspekt praktyczny – moja skóra niesamowicie niechętnie „współpracuje” ze swetrami. Nie na darmo powstało porzekadło: bliższa ciału koszula.

Jeśli nie noszę bieli – z przyjemnością wybieram od czasu do czasu awangardowe, kolorowe, agresywne printy (zwłaszcza jeśli naoglądam się wcześniej dużo Alexy Chung).

Tym razem jednak skusiła mnie rzecz całkowicie odmienna, która początkowo wydała mi się nieco kontrowersyjna, bo zupełnie nieminimalistyczna, niezwykle kobieca, wieczorowa a nie casualowa oraz kompletnie nieuniwersalna. Po chwili wzajemnego oczarowania, a potem – momencie nieufności – koronkowa koszula Wólczanka Lambert stała się jedną z najprawdziwszych perełek.

Kontrasty między tym, co ukryte pod misternie zakomponowanym kwiatowym wzorem i tym, co ażurowe bardzo mnie zachwyciły. Sprawiają, że jest zmysłowo romantyczna, ale nie wulgarna. Ogromne znaczenie ma też jakość wykonania – zwracam uwagę na misterne wykończenia oraz wszelkie detale. Są bez zarzutu!

Połączona z cygaretkami i skórzaną ramoneską oraz delikatną biżuterią ma w sobie dojrzałą elegancję, zaś z jeansami, ramoneską lub marynarką o kroju ramoneski schowaną pod płaszczem i czerwonymi paznokciami zyskuje trochę rockowego, romantycznie nieokrzesanego wdzięku. Przynajmniej tak pragnę na to patrzeć i w ten sposób sobie siebie wyobrażać. Takie tam moje koronkowe historie. Niech będzie romantycznie od czasu do czasu….


koszula-koronkowa-wolczanka
lace wolczanka

koszula-koronka-wolczanka

koszula-koronka