Modni. Od Arkadiusa do Zienia – recenzja

Modni

 

Pisanie o modzie i sylwetkach projektantów to nie lada wyzwanie. Nie tylko ze względu na trudność przebicia się z wartościowymi treściami ze względu na modę na modę, która atakuje ze wszystkich możliwych środków przekazu zawłaszczając możliwie największe strefy.

Problemem w opracowywaniu tej tematyki może być trudność w skonstruowaniu ciekawej formuły książki, by nie popaść w banał, nie spłycić, by nie zrobić z publikacji brukowca albo chronologicznego i alfabetycznego spisu kolekcji,barometru trendów, by znaleźć równowagę między subiektywizmem –  tym, co eteryczne, estetyczne i zindywidualizowane w odbiorze kolekcji, a twardymi regułami rządzącymi wykonaniem – odszyciem, dystrybucją, rynkiem.

Karolina Sulej w książce Modni. Od Arkadiusa do Zienia wychodzi z tej trudnej próby odnosząc intelektualne zwycięstwo. To książka pełna empatii dla bohaterów, przepiękna, mądra, dowcipna, wzruszająca i przede wszystkim dostarczająca wiedzy i inspirująca. Autorka wnikliwie podchodzi do kwestii estetycznych i technologicznych. Czasami odsłania kulisy życia czy pracy projektantów – nie jest to jednak grzebanie w prywacie. Zawsze ma uzasadnienie, wprowadza coś ważnego i interesującego. Czasami – spuszcza zasłonę milczenia. Nie ocenia.

Ilu bohaterów, ile historii – tyle twarzy ma w tej publikacji moda. Są postacie ikoniczne, ojcowie (i matki) założyciele, projektanci – związani ze światem celebrytów, artyści, konceptualiści, pragmatycy,… Określenia można by mnożyć.

To książka która hipnotyzuje, magnetycznie przyciąga, porusza i poszerza horyzonty.

Przeznaczona jest nie tylko dla tych, którzy podążają za trendami. Dla wszystkich, którzy pragną więcej widzieć, wiedzieć i rozumieć. Piękna. 

Modni s. 482

Modni. Spis treści

Modni s. 64

Siła natury i piękne włosy. John Masters Organics

john masters organics

Świadoma, przemyślana pielęgnacja jest ważna, bo to jedyny sposób na osiągnięcie długofalowego efektu. Lubię eksperymentować dobierając produkty, ale najlepszym rozwiązaniom jestem bezwzględnie wierna. 

Nie wyobrażam już sobie mojej codziennej pielęgnacji włosów i skóry głowy bez produktów John Masters Organics.

Ogromnie mnie cieszy, że doskonałe działanie kosmetyków (profesjonalny, salonowy efekt) idzie w parze z eko – filozofią marki, która do mnie bardzo przemawia.

Słowo organiczny nie jest jedynie pustym sloganem odmienianym przez przypadki – świadectwem jakości kosmetyków jest wykorzystanie naturalnych, ekologicznych i certyfikowanych składników pozyskiwanych w sposób przyjazny dla środowiska. Kosmetyki nie są testowane na zwierzętach. Opakowania (minimalistycznie piękne !) ulegają biodegradacji.

Od ponad sześciu miesięcy używam szlachetnej trójki: szamponu lawenda & rozmaryn do włosów normalnych , sprayu zwiększającego objętość włosów  oraz odżywki wzmacniającej kolor do włosów brązowych.

Zauważyłam: podwojenie (!) objętości, wzmocnienie włosów, wyciszenie skóry głowy – włosy dłużej pozostają świeże i uniesione u nasady, wysyp baby hair oraz niezwykłe uwypuklenie blasku i moich naturalnych barwnych refleksów. Zniknęły jakiekolwiek tendencje do puszenia się, podrażnień, przesuszeń, przedwczesnego przetłuszczania się czy łupieżu.

Co ciekawe, moja fryzjerka, nie mając pojęcia o sposobach mojej domowej pielęgnacji  zwróciła uwagę na (cytuję) niezwykle wypielęgnowaną, zdrową i zadbaną skórę głowy, co zdarza się rzadko. A cenię ją za to, że raczej nie prawi komplementów tylko znajduje rzeczy do poprawy.

Produkty John Masters Organics to moje łazienkowe καλὸς κἀγαθός kalos kagathos – czyli piękny i dobry, to inwestycja poczyniona dla siebie. Dla środowiska. Z miłości do dopieszczania własnego ciała.

john masters organics.

Minimal Art*icles

 

Zign

Kupując torebkę często nie mam ochoty popłynąć z torbami.

Jest coś magicznego w odkładaniu na akcesoria od projektantów, albo w nieodpowiedzialnym, spontanicznym wydaniu na nie jednej pensji (raz… ekhm lub dwa w życiu) w przypływie szaleństwa, ale umówmy się – w codziennej marszrucie sprawdzają się rozwiązania ekonomicznie funkcjonalne i sprytne. Takie, nad którymi nie będziemy się trząść, jak się rączka zarysuje albo długopis otworzy w torebce, tylko przyjmiemy to ze stoickim spokojem, bo w końcu Life happens.

Kiedy kupuję torebkę – kupuję: przenośne schronienie dla sekretów, możliwie maksimum miejsca na rzeczy osobiste, pojemnik na 5 kg (wersja optymistyczna) książek, organizer, przyszłe śmietnisko (pełne biletów do kina, paragonów, ulotek, nożyczek, mazaków etc.) i przyjemnego towarzysza codzienności. Chcę żeby… przynajmniej z zewnątrz ta multi-funkcyjna hybryda wyglądała naprawdę dobrze. 

Moja torebka – przedmiot wyczynowy – musi być estetycznie atrakcyjna (niekoniecznie posiadać wyraźny logotyp), ale przede wszystkim być bardzo solidna, przystosowana formatem do noszenia A4 i funkcjonalna.

Upolowałam minimalistyczną, wizualnie oszczędną skórzaną torebkę berlińskiej marki Zign, która szczyci się dobrym stosunkiem ceny i jakości. Czy zasłużenie? Jeszcze nie wiem, ale już czuję, że piękna, że zapowiada się przyjaźń solidna. Mówi, że wiele przetrwa.

Wydatek nie bolał.

Przeceny w Zalando.

***

What’s in my bag?

Oprócz wszystkich intymnych, prywatnych rzeczy i zwyczajowego, ludzkiego bałaganu, który wynika z życia? 

Zawsze jakieś perfumy. Zawsze notes. Zawsze.