Roślino-terapia? Korres.

Korres-półeczka

Fascynację marką Korres przywiozłam kilka lat temu z wakacji w Grecji. Od Korresów uginały się półki w większości aptek i drogerii  (tam jest to zdecydowanie marka popularna – bardzo wszech-dostępna i przystępna cenowo, a nie luksusowa, jak w Polsce czasem bywa określana i promowana). Wizerunek marki jest bardzo spójny i wypracowany z wielkim pietyzmem. Dużą rolę pełni w nim ultra-estetyczna identyfikacja wizualna. Możecie to zobaczyć chociażby na ich stronie – świecie Korres

Zdecydowanie warto przywieźć kosmetyki Korres jako pamiątkę lub aromatyczny prezent (zwłaszcza osobom, które lubią eksperymentować i  cenią dobra nietrwałe). Tym bardziej, że trudno się oprzeć. Kuszą oko przepięknie zaprojektowane buteleczki i słoiczki, uwodzą niebanalne zapachy (japońska róża, bazylia i cytryna, figa, gruszka i bergamotka, guawa, herbata miętowa, winorośl z Santorini,…) i ciekawe połączenia roślinne.

Marka szczyci się wykorzystaniem wiedzy czerpanej z homeopatii oraz wysokim stężeniem naturalnych składników, a co nie mniej istotne wykorzystaniem biodegradowalnych opakowaniań.

Możemy przeczytać wiele NO na etykietkach, które mogą nas, konsumentów uszczęśliwić:

No Mineral oil, NO Paraffin Wax, NO Silicones, NO Parabens, NO Propylene Glycol, NO Ethanolamines, etc.

Ostatnio na mojej półeczce pojawiły się dwa produkty Korres: Żel pod prysznic o zapachu figi oraz szampon do włosów normalnych z aloesem i wyciągiem z lebiodki. Wyszperałam je jako pojedyncze sztuki w gigantycznej promocji w Tk Maxxie.

Figa pachnie obezwładniająco – prawdziwą figą, miąższem, figowymi liśćmi, zielenią, szczyptą ziemi. Takie, dość odważne zapachy – uwielbiam. Szampon – bliżej nieokreśloną przyjemną ziołowością.

Niestety, po uważnym przestudiowaniu etykiet – rozczarowanie – już na drugim (!) miejscu w składzie Sodium Laureth Sulfate, którego śmiercionośna moc nie została dowiedziona (już lub jeszcze) ale przyznam, że po składach marki szczycącej się ultra – ekologicznym i homeopatyczno – holistycznym know how spodziewałam się nieco więcej.

Po tym odkryciu, z żelem figowym będzie mi się pewnie mimo wszystko trudno rozstać. Uwielbiam jego zapach na skórze. Szampon pożegnam bez żalu, bo choć poprawny w użytkowaniu to wolę mojej skórze głowy zapewnić bardziej organiczne – organiczne traktowanie.

Przepiękny design opakowań jest ukłonem dla zaspokajania potrzeb estetycznych. Jest to jednak stanowczo niewystarczający powód do kupowania wszystkich produktów tej marki w ciemno, zwłaszcza biorąc pod uwagę regularne ceny na polskim rynku (szampon ok. 79 zł, żel pod prysznic – ok. 55 zł, masło do ust ok. 50 zł, krem do twarzy ok. 150 zł).

Eksperymentuję (czytaj ulegam pokusom) jedynie przywożąc z wakacji lub kupując okazyjnie np. w Tk Maxxie – nie ulegam Korres w regularnych cenach .

Postacie i inspiracje. Lou Doillon.

Nieoczywista, tzw. trudna uroda. Nieprzegadana. Nieprzestylizowana. Nonszalancki bobo (bourgeois-bohème) szyk. Aura i głos. Fascynuje mnie Lou Doillon, modelka, aktorka, wokalistka,  córka ikonicznej Jane Birkin i reżysera Jacquesa Doillona. 

Uwielbiam jej styl łączący sensualną kobiecość, z czasami nieokrzesanymi, rockowymi dodatkami oraz wszelkiej maści akcesoriami vintage. Zachwycam się romantycznym nieładem na głowie. Inspiruję się. Poszukuję ubrań i dodatków w stylu Lou.

Uwielbiam albumy Places i Lay Low.

Uwodzi mnie głos Lou, nieśmiała (!) charyzma i skromny, wrażliwy, czarujący ton jej wypowiedzi. Kobieta piękna i fascynująca wewnętrznie i zewnętrznie.

Zamszową vintage kamizelkę z SH zabieram w marcu na koncert Lou w Warszawie. Niech będzie trochę w stylu Lou, stylu bohemy!

Umieram ze szczęścia! Bilety już mam!

New in!

Po opłakaniu starego, ukochanego, wiernego towarzysza przyszedł czas na nowy portfel. Płacenie jakby mniej boli!

Uwielbiam Essie – ballet slippers! Już sama nazwa skłania do przyjaźni.