herbaciane wyciszenie

Ze względu na swoje dobroczynne właściwości herbata bywa napojem wykorzystywanym w praktyce zen służącym oczyszczaniu ciała i umysłu z negatywnej energii. Wedle tradycyjnych przekonań miała wyciszać tzw. siedem emocji (radość, przyjemność, miłość, nienawiść, pragnienie, smutek, gniew) zapewniając duchową stabilizację.

Choć do tak głębokiego duchowego pojmowania rytuału parzenia i picia herbaty jest mi daleko – doceniam walory herbacianej mini – ceremonii w pielęgnacji wewnętrznej i… zewnętrznej.

Moim zdaniem, najlepsze pomysły pielęgnacyjne to te najprostsze i wielofunkcyjne.

Po wypiciu zielonej herbaty warto wilgotne listki położyć na powieki i w okolice oka. Wystarczy zaledwie kilka minut odprężenia dla złagodzenia kosmetycznych podrażnień, redukcji cieni pod oczami czy poprawy nawilżenia.

Uwaga jednak na nadmierne spożycie zielonej herbaty zimą. Wychładza organizm!


Green

Green rituals

Rytuały i biała magia…. kąpielowa

I Coloniali - mirra

Jestem zwolenniczką holistycznego podejścia i żarliwie wierzę w moc aromaterapii. 

Mam dwa idealne sposoby na relaksującą kąpiel redukującą wszelkie napięcia.

Tabletki do kąpieli I Coloniali – przenoszą w inne rejony kuli ziemskiej nadając wodzie w wannie lazurowy koloryt, a łazienkę wypełniając głębokim, niezwykle zmysłowymi i ukochanymi przeze mnie aromatami mirry lub imbiru kojarzącymi się z dalekimi podróżami i odkrywaniem skarbów Orientu. Podobno zmiękczają wodę.

Równie magiczną moc posiada sól do kąpieli Tealogy  – włoskiej marki, wykorzystującej zbawienną pielęgnacyjną siłę różnych gatunków herbat. Prócz walorów estetycznych (ach te pływające w wannie drobne listeczki!), odprężającego działania, oryginalnego zapachu (który może być odrobinę kontrowersyjny, ale według mnie jest przepiękny !) sól posiada właściwości detoksykujące i modelujące. Stosuję jeszcze zbyt krótko, by ocenić lipolityczne działanie, ale sam rytuał jest uzależniający!

 

 


IMG_0136 (Kopiowanie)

Winter tale

Cenię prostotę, funkcjonalność i wygodę*.

*Powyższe warunki spełniają dla mnie najczęściej „szlafrokowe/kimonowe kroje”. Dlatego wełniany, szary płaszcz z czarną lamówką i rozszerzanymi rękawami stał się ulubionym towarzyszem nieco cieplejszych śnieżnych dni i bohaterem zimowej opowieści.

Zestawiam z: czarnymi sztybletami, boho szalem no name i postanawiam uznać za rzecz ponadczasową!

Myślę, że ten prosty i dość minimalistyczny zestaw świetnie dopełniłby dobrze dobrany…. kapelusz. Upatrzyłam sobie odważny akcent – burgundowy kapelusz HatHat, który dodałby nieco boho energii!

 

Płaszcz: Simple;  sztyblety: Ryłko; torebka: Coccinelle, spodnie: Calzedonia; szal: no name; podpatrzone rośliny: dobrodziejstwo natury