Przyjaciele lutego i początku marca

Szaro i ciemno się zapowiadający, spisany przeze mnie na straty i traktowany z niechęcią – najkrótszy miesiąc w roku o dziwo okazał się całkiem…. dobry. Mam wrażenie, że zdołałam go jakoś oswoić i ugłaskać. 

O przyjemnym obliczu lutego zadecydowało wiele rzeczy. Najbardziej cieszę się z faktu, że udaje mi się więcej czasu poświęcić lekturze wartościowych książek. Nie, nie rozciągnęłam doby – zminimalizowałam do absolutnie koniecznego czas poświęcany nowym technologiom (co widać w nieregularności prowadzenia bloga) oraz zaczęłam wykorzystywać powstające w ciągu dnia dedykowane odpoczynkowi dziury – drobne wolne 5, 10 i 15 – minutówki na podczytywanie pomiędzy innymi aktywnościami.  To największa frajda lutego, ale o moich czytelniczych przyjemnościach może opowiem innym razem. Częściej też bywałam w kinie, świątyni uciekających przed życiem*.

Kupiliśmy nowy obiektyw, który przełoży się pewnie na kolejne możliwości zabawy  i eksperymentowania z formą fotografii –  wzmożoną frajdę publikowania tutaj.

Wiele radości sprawiły mi również piękne przedmioty, pielęgnacja i smakołyki… Po nieco przydługim wstępie – pora przedstawić ulubieńców, którzy przyczynili się do rehabilitacji lutowych i marcowych dni. Czas start! 

Więcej