Przedmioty rytualne pierwszej potrzeby

Za oknem miarowo kapie, a ja przybiegam do Was pokazać nie rzeczy, a raczej rytuały i przyjemności, których są  gwarancją. Dla mnie. Wspólny mianownik jest jeden – przedmioty piękne lub generujące piękno. Chodźcie, chodźcie… może zrobi się jaśniej i cieplej?

Komu powierzyć słowa? Notes! 

Dość dużo pracuję przy pomocy słowa. Nie jest mi obcy nawyk zapisywania. Przy odrobinie szczęście w notesie lądują rzeczy szybko pomyślane, które mogłyby się zgubić, te zasłyszane, (i przypuszczam, że podobnie, jak u większości ludzi)  jakieś terminy. Mam jeszcze mnóstwo radosnych maziaj. Namiętnie kupuję piękne notesy, bo estetyczna forma sprawia, że chętniej z czegoś korzystam i rzadziej gubię.

Pięknie wydane notesy wydawnictwa  Austeria (z serii podróżnej) najlepiej zbierają moje myśli. Przestrzeń roboczą na zapiski otaczają drobne niespodzianki. Notesy przetykane są klimatycznymi czarno-białymi fotografiami i cytatami z utworów literackich, które dotyczą wybranego miejsca. Jerozolima? Budapeszt? Amsterdam? Barcelona? Bliżej? Dalej? Możliwości jest bardzo wiele! Gdzie chcecie dzisiaj być kolekcjonując słowa?  Mnie, od jakiegoś czasu towarzyszą Notes Prowansalski i Paryż Surrealistyczny….

Traktuj mnie łagodnie! Krem pod oczy. Embryolisse

Mazać w notesie mogę sobie dalej, ale młodsza się nie staję. I całe szczęście! Godząc się ze zmianami, które zachodzą w moim ciele, w mojej twarzy – nie rezygnuję z pielęgnacji. Nie popadam jednak w paranoję. Czasami nawet lubię te zmiany obserwować, bo są namacalnym świadectwem upływu czasu i wielu emocji. Bez tego czasu, bez tych emocji nie byłabym sobą i nie znalazłabym się w miejscu, którym jestem. A tu mi dobrze.

Krem pod oko mogę jednak położyć. Z umiarem oczywiście. 

Testuję ostatnio Masujący sztyft (o wiele mówiącej nazwie) Świetliste Oczy, który mnie bardzo pozytywnie zaskoczył. Do marki Embryolisse stosunek mam ambiwalentny. To absolutnie nie jest firma, która słynie z ekologicznych składów kosmetyków. Natomiast (o ironio!) one niestety/na szczęście działają bardzo dobrze.

Sztyft nawilża, schładza i „napina” skórę okolic oka. Ja zauważyłam efekt lekkiego rozświetlenia bez podrażnień.  Chociaż trudno jest mi masować tak delikatny obszar sztyftem o dość dużym przekroju – lubię.

Koszt produktu to ok. 100 zł za 4,5 g. Jeśli dysponujecie taką kwotą i akurat pragniecie przeznaczyć ją na krem pod oczy, bo to dla Was ważne, spieszę z informacją, że warto – działa solidnie. 

Czarki i czary

Żaden krem pod oczy nic nie zwojuje jeżeli zapomina się o nawodnieniu organizmu. Jestem wielką fanką herbat i stale poszukuję nowych smaków, połączeń, mieszanek. Ostatnio odkryłam dla domu, szlachetne w smaku, herbaty sypane marki Whittard, opakowane w prze-prze-przepiękne puszki. Moją namiętność symbolizuje Zielona z mango i bergamotką (ale czarne też doskonale dają radę). Staram się kupować produkty tej  marki w dobrej cenie w Tk Maxx, bo nie należą do najtańszych. Ogromnym plusem jest fakt, że mając już kolekcję pięknych puszek – mogę dokupić produkt w formie „wkładów”.

Z zieloną herbatą wkrótce się pożegnamy (aż do powrotu lata), by, zgodnie z zasadami Kuchni Pięciu Przemian, nie wychładzać organizmu zimową jesienią.

Przyprawy w mydle!

Małe mydlarskie manufaktury, które wytwarzają produkty przyjazne dla ciała, dla środowiska, dla duszy są mi bardzo bliskie. Dostałam mydło Salto Natural tymiankowe z czarnuszką od  Najlepszej Siostry Świata. (Pozdrawiam! Pomachaj jeśli doczytujesz wpisy do końca!). Pachnie mi ziołowo, naturalnie, zwierzęco, leśnie, księżycowo, dobrze.


Demakijaż. Ważna rzecz.

Nie ciurkiem, ale od… roku(?) dwóch lat (?) używam do demakijażu rękawiczek GLOV, które usuwają absolutnie każdy ślad makijażu. To chyba moja trzecia, bo mam też momenty bez-rękawiczne. Nie chce się wieczorem, a tu efektywnie, efektownie, szybkim ruchem – usunięte. Wszystko! I tylko mnie martwi zastosowanie sztucznych włókien, które ten cud gwarantują, a zostaną na śmietniku, gdy cykl życia szmatki się skończy*. Czy to aby biodegradowalne? Całkowicie?

*trwa trzy miesiące. Wniosek? W zamian za szybkość demakijażu i oszczędzony czas – zostałaby po mnie góra zużytych syntetycznych szmatek za jakieś X lat. Umiarkowanie piękna ta wizja.

2 komentarze

    • pauline

      Dziękuję za komentarz 🙂 Jak trafnie powiedziane/napisane 😉 „galanteria papiernicza” – zachwycił mnie ten zwrot :)!
      Pozdrowienia serdeczne!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *