Przegląd fajności

Nie nadążam za życiem, a blog za mną. Ale dzisiaj się „naprawiam”, by poświęcić parę słów przyjaciołom miesiąca. Kosmetycznie i książkowo, ale przede wszystkim z przyjemnością.

Podkład – Marc Jacobs Genius gel 

Wróciłam do żelowego podkładu, który znam już od dawna i bardzo lubię. Jest bardzo lekki. Krycie należy do naprawdę delikatnych, ale, w moim odczuciu, przepięknie stapia się ze skórą. Mam również wrażenie subtelnego rozświetlenia i nawilżenia. Nie jest to jednak typowy podkład rozświetlający.

Aplikację oceniam jako cudowną. Mogę jej dokonać kilkoma niedokładnymi gestami, w pośpiechu, bez ryzyka smug. Ma to swoją cenę – ten naprawdę leciuteńki podkład w ciągu dnia wymaga poprawek.

Produkt dość intensywnie pachnie, co zazwyczaj oceniłabym jako duży mankament, ale w tym przypadku – przymykam oko, a nawet doceniam, bo ta woń mi się dobrze kojarzy – ma w sobie „pamięć wielu przyjemnych dla mnie momentów”. Wybierając go zastanówcie się jednak, czy nie będzie Wam przeszkadzać (zabawnie to zabrzmi)… intensywnie pachnąca twarz. Być może tak jak ja uważacie, że największą zaletą podkładu powinna być jego neutralność i naturalność. Najczęściej oczekuję od ewentualnego zapachu – szybkiego ulotnienia się w niepamięć…

Nie jest to podkład do zadań specjalnych. Nakładam go zazwyczaj w te dni, kiedy pragnę wyglądać bardzo naturalnie, niemal saute albo stosuję na wybrane partie twarzy, które nie wymagają specjalnego krycia tylko wyrównania kolorytu. Ostatnio działa u mnie w duecie z Double wear. W okresie letnim funkcjonuje sam i sprawdza się doskonale. 

Wszystko jest fajne, jeśli jest w maczki…

Naprawdę świetnie rozumiem tych wszystkich ludzi, którzy obsesyjnie powracają do jakichś motywów, tematów, rozwiązań czy szafę mają wypełnioną wyłącznie czarnymi golfami… Bywam bardzo monotematyczna wybierając produkty z ulubionymi składnikami – zwłaszcza, gdy chodzi o kwiaty. Oto hydrolat makowy mydlarni Cztery Szpaki. I fakt, że jest makowy niemal wystarcza mi do szczęścia. Odświeża i tonizuje skórę. Posiada bardzo specyficzny zapach. Może nawet trochę antyzapach, co ogromnie lubię. Niestety, podrażnia moją ekstremalnie wrażliwą skórę.

Pozostanę w miłości do mydeł Czterech szpaków, które przepięknie pachną i są bardzo sympatycznie pakowane. Kocham słoną lawendę!

Perełeczka – Róż Guerlain peach party

Jeśli któregoś dnia nie użyję różu do policzków – oznacza to, że najpewniej umarłam. Mogę wyjść z domu w częściowej piżamie i szczątkowym makijażu, jeśli nakaże mi to dramatyczna sytuacja, ale róż to kosmetyk, bez którego sobie nie poradzę. Ożywia, odmładza i tak naprawdę szybciej niż konturowanie – rzeźbi twarz, pozwala na zabawę proporcjami i samopoczuciem.

Nie sądziłam nigdy, że przekonam się do różu w tak zwanym brzoskwiniowym odcieniu. Ale ja chyba postrzegam siebie w zbyt statyczny sposób i ciągle się dziwię własnym nowym wyborom. Guerlain peach party 03 uznałam za bezwarunkowo piękny. Może dlatego, że to dalej róż (z naciskiem na róż) w delikatnie brzoskwiniowym odcieniu i nie wpada w pomarańczowe historie. Myślę, że w rzeczywistości jest bardziej intensywny niż na zdjęciu i bardzo ożywia karnację.

Opakowanie ze zmaksymalizowanym lusterkiem i magnetycznym zamknięciem jest naprawdę poręczne i sprytne.

Największa frajda to jednak zawsze książka…

Brzmi to dydaktycznie i patetycznie, ale to prawda – niewiele rzeczy mogłoby ucieszyć mnie bardziej. Uwielbiam dotyk papieru wypełnionego literami i doceniam estetyczne wydania oraz formułę wywiadu. Nie umiem oddać sprawiedliwości elektronicznym wersjom czy czytnikom.

Z przyjemnością schowałam się w kącie z książką Patryka Mogilnickiego „Nie ma co się obrażać. Nowa polska ilustracja”. Dwadzieścioro dwoje polskich ilustratorów i ilustratorek w kwestionariuszach reaguje na hasła takie, jak np.  droga, interpretacje, szkoły, napęd/blokada… i  opowiada o rzeczach… różnych: inspiracjach, kulisach warsztatu, postępach w procesie twórczym, rytmie pracy etc.

Nie znajdziemy tu jednak rozmów z żyjącymi jeszcze klasykami. W publikacji zostali ujęci wybrani tzw. młodzi twórcy, którzy są znani i doceniani, ale na taki status muszą prawdopodobnie jeszcze zapracować. Można dywagować, kto w publikacji został ujęty zasłużenie, a kto mniej szczęśliwie, ale myślę, że to jałowe. Rzetelna ocena dorobku twórczego wydaje mi się możliwa dopiero z większego czasowego dystansu. Artyści reprezentują różne estetyki i podejścia. W odmienny sposób traktują proces twórczy i opowiadają nieco o kulisach swojej edukacji, o pracy z klientem, dzielą się anegdotami.

Uwielbiam „zgapiać”, posiłkować się cudzymi inspiracjami, przeglądać cudze biblioteczki i playlisty*…

*Bardziej te pierwsze.

Bo mnie to przywraca do życia.

…dlatego frajdę sprawi mi podążenie za wieńczącymi każdy kwestionariusz króciutkimi listami inspiracji – ulubione książki, filmy, albumy, komiksy etc. wybrane przez innych ludzi zawsze mnie proszą, by je sprawdzić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *