Przyprawy styczniowych dni





W nowy rok wchodzę… z apetytem (wręcz głodem) nowego. Do nadania życiu smaku wykorzystuję piękno zamknięte w drobiazgach i najróżniejsze małe rytuały, które rozgrzewają ducha, gdy na dworze skwierczą i skrzą się mrozy. 

Towarzyszy mi oczywiście herbata z imbirem, dużo goździków i cynamonu, chili oraz zioła, ale prawdziwą przyprawą, dodającą energii, są też maleńkie odkrycia wynikające z potrzeby otaczania się pięknem i… pachnidłem.

Jest w tym trochę wiary w czary i obrzędy, skarby świata roślin, ale…wszystko działa!

Zapraszam na przegląd przypraw styczniowych dni!





Świat roślin jest dla mnie źródłem nieustającego estetycznego zachwytu. Nie nabiera on formy bardzo uporządkowanej – jestem absolutnym anty-ekspertem w domowej hodowli kwiatów, ale kto wie, może kiedyś…

Nie przeszkadza mi to jednak w fascynacji kompozycjami florystycznymi i sekretnym życiem poszczególnych gatunków. Od chwili premiery – marzyłam o tym wysmakowanym albumie…. i wreszcie dołączył do moich zbiorów. Nie rozczarowałam się.

Książka O kwiatach jest wydaniem absolutnie przepięknym, do podziwiania, delektowania się i kontemplacji.

Łukasz Marcinkowski i Radek Berent (absolwenci poznańskiej ASP) z poznańskiej kwiaciarni KWIATY&MIUT, na kolejnych stronicach, dzielą się swoją wiedzą, ale i  miłością do roślin. Mimo lapidarnej formy – teksty mają wiele płaszczyzn. Informacjom na temat gatunków towarzyszą eseistyczne fragmenty, estetyczne refleksje, a także część poradnikowa wskazująca, jak samodzielnie wykonać poszczególne kompozycje.

Forma wizualna książki  po prostu zapiera dech. Zobaczcie:



Mityczny? Mistyczny? Może rzeczywiście coś w tym jest. W każdym razie głęboka barwa Chanel Mythique 512 sprawiła, że stał się (ostatnio) towarzyszem szarych miękkich swetrów w równym stopniu, jak i koronek oraz najpiękniejszym lakierem do paznokci, jaki mogę sobie wyobrazić.







To, co doskonałe nie musi być kosztowne ani trudne do zdobycia. Potwierdzają to uwielbiane przeze mnie naturalne mydełka marki Tołpa – lawendowe i borowinowe. Ze względu na głęboki, wytrawny, troszkę kontrowersyjny aromat to właśnie borowinowe jest moim absolutnym faworytem. Uwaga! Ja lubię „śmierdziuchy” czyli naturalne, dość trudne zapachy.

Mydełka nie podrażniają wrażliwej skóry (sprawdzone!). W ich składzie nie znajdziemy ciężkiej chemicznej artylerii,  mają biodegradowalne opakowania, a stosunek jakości do ceny jest bardzo korzystny.





Kolejny potworny śmierdziuch czyli… zielarskie czary. Kąpiel w tataraku jest wspaniałym rytuałem służącym regeneracji przemęczonego organizmu. Zwłaszcza zimą pomoże zrelaksować się i nabrać sił. To jednak domowe SPA w wersji hard, bo aromat tataraku jest początkowo trudny do zaakceptowania w domu. Nawet dla mnie – doznanie dość ekstremalne. Jeśli  przełamiemy pierwotną niechęć – tatarak odpłaci z nawiązką.

Aby przygotować tatarakową kąpiel należy:

Do kłącza tataraku dodać trochę kory wierzby i liści pokrzywy oraz kilka owoców jałowca. Siedem łyżek stołowych tej mieszanki zalać dwoma litrami wody, podgrzewać do wrzenia a potem gotować przez 10 minut na wolnym ogniu. Odstawić na 30 min. pod przykryciem. Przecedzić przed wlaniem do wanny.

Kąpiel powinna trwać około 10 min. Warto ją powtarzać co kilka dni.





A propos kąpieli…. Kastylijskie naturalne, wegańskie lawendowe mydło Dr. Bronners nie tylko przepięknie pachnie, ale jest również niezwykle przyjazne, bo wielofunkcyjne –  posłuży jako szampon, płyn do mycia naczyń czy uniwersalny środek do czyszczenia. Z powodzeniem pozwoli ograniczyć ilość domowej chemii, która niekoniecznie łagodnie obchodzi się z naszymi organizmami. Trzeba je tylko odpowiednio rozcieńczyć. Bardzo podoba mi się idea redukowania nadmiaru produktów w domu (zwłaszcza tych w gruncie rzeczy toksycznych), więc z upodobaniem testuję i już czuję, że potrzebne mi również mydło eukaliptusowe.



2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *